Reklama

Jan Paweł II

Z Wadowic do świętości - rozmowa z kolegą-ministrantem św. Jana Pawła II

"Jan Paweł II, którego stulecie urodzin w tym roku obchodzimy, jest w oczach zwykłych ludzi świętym nie dlatego, że czynił spektakularne cuda, ale dlatego, że oni odnajdywali w nim samych siebie i to ich podnosiło i uskrzydlało Ks. Edward Zacher, który skierował go ku kapłaństwu z tego najbardziej byłby dumny" - mówi w rozmowie z KAI ks. Antoni Zemuła, pallotyn, wikariusz nowojorskiej parafii św. Franciszki de Chantal.

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

Waldemar Piasecki

Ksiądz Antoni Zemuła w dniu śmierci Jana Pawła II przed ołtarzem kościoła Saint Frances de Chantal na Brooklynie

Ksiądz Antoni Zemuła w dniu śmierci Jana Pawła II przed ołtarzem kościoła Saint Frances de Chantal na Brooklynie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Waldemar Piasecki (KAI): Stulecie urodzin Karola Wojtyły wydaje się dobrym motywem rozmowy z jego krajanem i kolegą-ministrantem u tego samego proboszcza księdza infułata Edwarda Zachera. Nie sądzi ksiądz?

Ks. Antoni Zemuła: Muszę od razu sprostować. Karol Wojtyła był ministrantem u księdza Edwarda dużo wcześniej niż ja. Nie zmienia to jednak faktu mojej wielkiej dumy. Oczywiście ks. Zacher przeżył coś o wiele bardziej wzniosłego. Promocję swego ucznia na: ministranta, księdza, biskupa, arcybiskupa, kardynała i papieża, a potem uczestniczenie w ingresie na tron Piotrowy swego wychowanka i przyjmowanie go w rodzimej parafii jako Ojca Świętego. Nic piękniejszego nie może się przydarzyć! W historii Kościoła, o ile wiem, było to udziałem tylko jego. To wspaniała karta katolicyzmu w Polsce, historia o wymiarze epickim czy jakby to współcześnie i po amerykańsku ująć: godna Hollywood.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

KAI: Należy ksiądz do bodaj najbardziej elitarnego klubu na świecie: wadowickich ministrantów „od księdza Zachera”, którzy są dziś kapłanami. Najdalej na drodze Kościoła zaszedł ministrant Karol Wojtyła. Ksiądz od 28 lat w pallotyńskiej misji w Ameryce, Australii, i znów Ameryce. Ilu was jeszcze jest?

- Ktoś wymienił liczbę ośmiu. Nie podłożyłbym jednak za to głowy. Moim zdaniem jest nas więcej, ale nie więcej niż kilkunastu. Niestety to jest już zbiór zamknięty.

Reklama

KAI: Ks. Zacher to w rzeczy samej postać niezwykła, jakby nieco pomijana w biografii Karola Wojtyły...

- Niesłusznie, bo to on uformował Karola Wojtyłę do kapłaństwa. Ks. Edward urodził się w 1903 roku, a zmarł w 1987 r. po 60 latach służby, niemal od samego początku, przebiegającej w Wadowicach. Na jego pogrzeb 16 lutego tegoż roku przybyły tysiące ludzi. Liturgię koncelebrował w asyście biskupów kardynał Franciszek Macharski. Specjalne posłanie skierował do zgromadzonych Jan Paweł II. Pisał, że z atmosfery ducha i życia rodzinnej parafii wadowickiej tworzonej przez księdza doktora, zrodziło się Wojtyłowe powołanie kapłańskie. Zaś w Sodalicji Mariańskiej, prowadzonej przez ks. Zachera, pogłębiał miłość do Bogurodzicy i Kościoła i tam „uczył się świadomego i czynnego apostolstwa”. Papież chylił czoło przed inteligencją, sercem i charyzmatem żegnanego kapłana. Podkreślał, iż wspaniale służył Kościołowi w duchu żywej wiary, tak w okresie dynamicznej i porywającej aktywności, jak i cierpieniem ostatnich lat życia. Ojciec Święty pięknie żegnał mistrza swojej młodości.

KAI: Nie ma zatem przesady w eksponowaniu roli ks. Zachera w życiu Jana Pawła II ? Czy bez niego nie byłoby księdza Wojtyły?

Reklama

- Skoro sam papież, a teraz święty tak twierdził, to nie trzeba tego kwestionować. Ja bym użył porównania, że w rodzinach sportowych często wychowują się sportowi następcy, w lekarskich lekarze itd. Plebania parafialna Ofiarowania Najświętszej Marii Panny była dla Lolka Wojtyły drugim domem. Bywał tam parę razy dziennie i rozmawiał z ks. Zacherem, przyjacielem ojca, na przeróżne tematy. On uczył go religii, ministrantury, a potem wciągnął do parafialnego kółka teatralnego. Wojtyła „wyniósł” kapłaństwo z domu, tak jak trener polskiej reprezentacji piłkarskiej Kazimierz Górski „wyniósł” z domu futbol. Oczywiście zmieniały się potem drużyny i stadiony, ale bez Wadowic i trenera-wychowawcy ks. Zachera ta dalsza gra, na mistrzowskim już poziomie, nie byłaby możliwa.

KAI: Ksiądz jest z tej samej drużyny, od tego samego trenera.

- Jestem wadowiczaninem. Tu się urodziłem w 1952 roku. Stąd pochodził mój ojciec. Moja mama z kolei to repatriantka z okolic Nowogródka. Mieszkaliśmy przy ulicy 1-Maja 47, (obecnie ul. Lwowska) kilkaset metrów od kamienicy przy Rynku 2 (dziś ul. Kościelna) gdzie mieszkała rodzina Wojtyłów. Moja biografia była podobna do biografii Lolka Wojtyły: chrzest w tym samym kościele, ta sama podstawówka, ministrantura, ta sama szkoła średnia. Oczywiście ten sam ks. Edward Zacher, za moich czasów, od 1963 roku, już proboszcz, nie tylko katecheta. Nietrudno zgadnąć, że aura kariery duszpasterskiej naszego kolegi-ministranta, wówczas już biskupa krakowskiego unosiła się w Wadowicach. Zresztą przyjeżdżał odprawiać dla nas nabożeństwa majowe i październikowe i mówił nam ministrantom, że jesteśmy jego „następcami”, co szalenie działało na naszą wyobraźnię. Miałem wtedy okazje parokrotnie porozmawiać z księdzem biskupem, a właściwie odpowiedzieć na jego pytania, jak najmądrzej potrafiłem. Chyba zwróciłem jego uwagę.

KAI: Podobnie, jak on kiedyś zwrócił uwagę kard. Adama Sapiehy odwiedzającego Wadowice. Czy to był motyw wybrania, przez księdza, drogi kapłańskiej?

Reklama

- Najważniejsze było zdanie ks. Zachera, który „widział” mnie w stanie duchownym, co oczywiście we mnie dojrzało wcześniej, po bierzmowaniu w 1967 roku. Pamiętam, że czasowo zbiegło się ono z wyniesieniem do godności kardynalskiej arcybiskupa krakowskiego. Rok później uczestniczyłem w rekolekcjach jakie kardynał Wojtyła miał dla młodzieży. Odbył wtedy specjalne spotkanie z grupą wadowiczan. Byliśmy w siódmym niebie. Pamiętał mnie i zapytał: „A co tam u ministranta?”. Potem o plany. Odparłem, że myślę o kapłaństwie, co od razu pochwalił. Na pograniczu Wadowic i Kleczy Dolnej, na tzw. Kopcu jest Seminarium Księży Palotynów. Tam w 1971 r. trafiłem na tzw. postulat, dwutygodniowy okres zastanowienia przed dokonaniem wyboru. Uzyskałem ostateczne potwierdzenie swego powołania. Nowicjat pallotyński odbyłem w Ząbkowicach Śląskich, po czym w Ołtarzewie koło Warszawy sześcioletnie studia w seminarium. Tam w 1978 roku na kapłana wyświęcił mnie arcybiskup Bronisław Dąbrowski, sekretarz Konferencji Episkopatu Polski.

KAI: W Ołtarzewie drogi księdza i kardynała skrzyżowały się kolejny raz...

- Dwukrotnie. W seminarium odbywały się konferencje z udziałem kardynałów, co było ogromnym wydarzeniem. Co bardziej rozgarniętych seminarzystów przydzielano do asystowania dostojnikom. Mnie przydzielono kardynałowi Karolowi Wojtyle, bo wszyscy wiedzieli, że jesteśmy z jednej parafii. „O, ministrant!” – ucieszył się. Zapytał, czy umiem zrobić dobrą kawę. Entuzjastycznie potwierdziłem. Przygotowywałem tę kawę, jakby losy całego świata miały od tego zależeć. Rozmawialiśmy około 20 minut. To jeden z najważniejszych momentów mojego życia. Drugie spotkanie było krótsze. To był chyba 1976 rok, zdaje się przed podróżą kardynała do Stanów Zjednoczonych. Stanęło mi ona przed oczami, jak sam przybyłem do Ameryki.

KAI: Dojdziemy jeszcze do tego. Podobno w wiadomość o wyniesieniu metropolity krakowskiego na tron papieski, ksiądz nie uwierzył...

Reklama

- Rozpoczynałem właśnie posługę wikariusza na pierwszej swojej parafii św. Karola Boromeusza w Kielcach, pięknej, barokowej świątyni malowniczo położonej na wzgórzu. Był między nami brat zakonny ks. Mieczysław Mystkowski. Bardzo zainteresowany życiem Kościoła i funkcjonowaniem Watykanu. Bardzo przeżywał konklawe po śmierci Jana Pawła I. Miecio miał ufną naturę i gdy dwie osoby powiedziały mu to samo, skłonny był brać to za prawdę. Płataliśmy mu w związku z tym różne figle. Kiedy więc dopadł mnie on przed kościołem z okrzykiem „Wojtyła został papieżem!”, natychmiast uznałem, że bracia-pallotyni zrobili kolejny dowcip bratu Mystkowskiemu. Odpowiedziałem: „Wiem, Mieciu. A ja zostałem biskupem, ale nie mów nikomu.” Odszedł oburzony. Za chwilę biegłem go przepraszać, bo to samo usłyszałem w radiu. Los splótł w czasie, mój debiut kapłański z wyniesieniem wadowickiego krajana na szczyt Kościoła. Zachowałem się wtedy jak niewierny Tomasz. Bracia żartowali, że papież powinien się dowiedzieć jakich ma „udanych” kolegów-ministrantów.

KAI: Dowiedział się?

Tego nie wiem. W czerwcu 1979 roku Jan Paweł II przybył do Wadowic i przed kościołem Ofiarowania Najświętszej Marii Panny witał go ksiądz proboszcz Edward Zacher. Stałem blisko. Papież uścisnął mi dłoń ze słowami: „Powitać ministranta”. Chyba spiekłem raka jak uczniak. Nota bene, liturgia na wadowickim Rynku pokazała wtedy całą esencję relacji ks. Edwarda Zachera i jego wielkiego wychowanka. Zebrane tłumy powitały mowę papieską wielkim entuzjazmem. Kiedy jednak ksiądz proboszcz powiedział, że ziemia wadowicka i to miasto, gdzie nawet kamienie po polsku krzyczały w latach prześladowań wydały syna, który zmieni świat, owacja przerosła oklaski jakie otrzymał papież. Czuło się niezwykły charyzmat ks. Zachera. W Wadowicach był on pierwszoplanową postacią kościoła i Kościoła przez duże „k”. O ile Karol Wojtyła był papieżem z Wadowic, o tyle ks. Edward Zacher papieżem Wadowic. To był wielki patriota, wspaniały kapłan, oddany nauczyciel, ale i surowy ojciec. To się czuło na każdym kroku i w każdej chwili.

KAI: Wasze losy przeplatały się także w Ameryce...

Reklama

- W 1980 roku trafiłem na placówkę misyjną do parafii św. Kazimierza w Buffalo, gdzie proboszczem był ks. Edward Kazimierczak. Plebania była słynna w całym Buffalo, bowiem mieszkał na niej przez pięć dni w 1976 roku kard. Karol Wojtyła. Z jego wizytą wiązało się pewne wydarzenie, nagłośnione przez media. Otóż ordynariuszem diecezji był biskup amerykański, nie chcę wymieniać nazwiska, który demonstracyjnie nie wyjechał na lotnisko, by powitać metropolię krakowskiego, a potem unikał z nim spotkania. Podobno nie lubił Polaków. Kard. Wojtyle to nie przeszkadzało i u Św. Kazimierza czuł się jak w domu. Kiedy wprowadzałem się na tę samą plebanię i zobaczyłem zdjęcia kardynalskie i papieskie na ścianach czułem nie tylko wzruszenie, ale i poczucie, że jakoś nasze drogi się znów przecinają. Stanęło mi przed oczami spotkanie i kawa w Ołtarzewie. Ks. Kazimierczak bardzo się cieszył, że ma wikariusza pochodzącego z tej samej parafii co papież.

KAI: Dzień zamachu na papieża też ksiądz dobrze zapamiętał.../p>

- Na zawsze. Wraz z ks. Kazimierczakiem i wikariuszem ks. Mathew Kopaczem jechaliśmy samochodem z wizyta do innej parafii. Był 13 maja 1981 roku. Wspominałem nabożeństwa majowe w Wadowicach z udziałem biskupa Karola Wojtyły, kiedy radio podało: „W Watykanie strzelano do papieża Jana Pawła II”. Raziło nas piorunem. Zatrzymaliśmy się. Zaraz podano: „Papież jest ciężko ranny, w stanie krytycznym”. Zaczęliśmy żarliwie się modlić o ocalenie Ojca Świętego. Natychmiast zawróciliśmy do naszego kościoła. Wierni już się tam zbierali.

KAI: Czy mógłby ksiądz zdefiniować rolę tego pontyfikatu dla Polski i Polaków?

- Cóż ja, prosty pallotyn mogę powiedzieć? Od tego są kościelni hierarchowie, uczeni, profesorowie, politycy... Najważniejsze, co papież nam dał, to nadzieję inne, bardziej godne i zgodne z nauką chrześcijańską życie. Zachęcił do walki o wartości. Z tego dokonała się przemiana w Polsce. Jednak ta walka stała się w naszym polskim wydaniu często walką przeciw komuś, a nie o coś.

Reklama

Powoływanie się na nauczanie Jana Pawła II używane jest często instrumentalnie, niekiedy obrażając osobę jej autora. Ugrzęźliśmy w potępieńczych swarach, zapomnieli o losie najbiedniejszych, najbardziej potrzebujących. Myślę, że to sprawiało Ojcu Świętemu niemało bólu. Najbliższe miesiące pokażą, co tak naprawdę wynieśliśmy z nauczania papieskiego, jak potrafimy być Polakami bez Niego. Bo, nie ukrywajmy, on często musiał być Polakiem za nas. Jako superarbiter mówił nam, co dla Polski dobre, a co nie, np. w ten sposób przesądził losy referendum akcesyjnego do Unii Europejskiej. W planie religijno-filozoficznym nie jestem optymistą. Osobiście nie spotkałem Polaka, który potrafiłby wymienić trzy spośród czternastu encyklik Jana Pawła II, nie mówiąc o znajomości ich treści, a tym bardziej praktycznej implementacji. Zapewne zawiodło praktyczne upowszechnianie tych dzieł wśród wiernych. Podzielam opinię, że Polacy bardziej pragnęli Ojca Świętego słyszeć niż słuchać. Winię za to jakoś i siebie.

KAI: Da się powiedzieć prosto, dlaczego lud już podczas uroczystości pogrzebowych papieża domagał się „Santo subito!

- Jan Paweł II jest w oczach zwykłych ludzi świętym nie dlatego, że czynił spektakularne cuda, ale dlatego, że oni odnajdywali w nim samych siebie i to ich podnosiło i uskrzydlało. Myślę, że ks. Edward Zacher, który skierował go ku kapłaństwu z tego najbardziej byłby dumny.

KAI: Jak Amerykanie postrzegają postać i dzieło papieskie?

Reklama

- Amerykanie od razu spontanicznie orzekli, że Jan Paweł II był największym papieżem w historii i nazywają go Janem Pawłem Wielkim. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że zaledwie ok. 22 procent mieszkańców USA jest katolikami, to niewątpliwie jest to miarą uznania dla pontyfikatu papieża-Polaka. Jak to się przekłada na akceptacje konkretnych poglądów i wartości, ocenić trudniej. Na pewno wielu Amerykanów podziwia postać papieża choć nie akceptuje jego nauki w przedmiocie poszanowania życia (kwestia aborcji, eutanazji, kary śmierci), planowania rodziny (antykoncepcja) czy związków partnerskich (homoseksualizm). Zapewne Amerykanie uważają Ronalda Reagana za pierwszoplanową postać w obaleniu komunizmu, co ich wyraźnie różni od nas. Najbardziej cenili i cenią chyba otwartość, wyrazistość i komunikatywność Ojca Świętego. Są przekonani, że był najpierw po prostu dobrym człowiekiem, a dopiero później przywódcą wielkiej religii. To obraz ukształtowany przede wszystkim przez media.

KAI: Kim był dla świata?

- W najlepszym i sięgającym sedna duszpasterstwa rozumieniu tego słowa - proboszczem. Poprzez bezprzykładne otwarcie bram Stolicy Piotrowej na świat i odważne wyjście w ten świat pokazał, że chce być w tym świecie jako świadomy uczestnik jego rzeczywistości, z całym dobrem i wszystkim złem. Najpiękniej realizował ideę Kościoła powszechnego, otwartego i uczestniczącego. Jako ten dobry proboszcz starał się poznać wszystkich parafian, nieść im dobrą nowinę i pocieszenie, wskazywać dobro i nazywać zło. Co jest nie do przecenienia to to, że widział poza swoją "watykańską parafią" inny świat. Otwierał ramiona nie tylko na innych chrześcijan, ale też na muzułmanów, Żydów, buddystów i wszystkich, innych. Swemu otwarciu nie wahał się dać świadectwa na piśmie, w encyklice „Ut unum sint” pierwszej w historii Kościoła poświęconej ekumenizmowi.

KAI: Z takiego proboszcza, ks. Zacher byłby dumny...

- Jest dumny w niebie. Podejrzewam nawet, że to ks. Zacher wraz ze św. Piotrem otwierał Janowi Pawłowi II, który spędził na ziemskiej wędrówce tyle lat, ile jego wadowicki mistrz, wrota wieczności.

Reklama

KAI: Ks. Zacher zapewne może być dumny także z Księdza. Przed kościołem św. Franciszki de Chantal odsłonięto dwa miesiące po śmierci Jana Pawła II jego pierwszy pomnik na świecie dłuta krakowskiego artysty Władysława Dudka. Zwraca uwagę swym pięknem, czego o większości pomników papieża-Polaka nie da się niestety powiedzieć.

- Miał go odsłaniać najbliższy papieżowi człowiek, wówczas jeszcze arcybiskup Stanisław Dziwisz, miał nawet rezerwację biletu lecz na przeszkodzie stanęło wyniesienie go na metropolię krakowskiego. Godnie zastępował go bp Tadeusz Pieronek. Było to wydarzenie w Nowym Jorku doniosłe. Codziennie patrząc na monumentalną postać przed naszą świątynią, nachodzi mnie nieskromna myśl, że ministranci „od Zachera” pozostają i trzymają się razem.

KAI: Jak zapamiętał Ksiądz 2 kwietnia 2005 roku, dzień śmierci Jana Pawła II?

Reklama

- O godzinie 14:00 czasu nowojorskiego przyszedł do mnie na plebanię znajomy dziennikarz, który dowiedział się, że Ojciec Święty i ja jesteśmy ministrantami „od Zachera”. Rozmawialiśmy. Mieliśmy w pamięci dzień poprzedni, gdy z Watykanu nadchodziły dramatyczne wieści o stanie zdrowia papieża. O 15:00 w kościele miałem chrzcić syna Jacka i Agnieszki Karawajów, z Kolbuszowej na Podkarpaciu i Suchowoli na Podlasiu, typowych regionów emigracyjnych. Przyszli około kwadransa wcześniej. Wyszedłem, aby udzielić im i rodzicom chrzestnym instrukcji. Dziennikarz zapytał czy może zrobić zdjęcia, by utrwalić udzielenie sakramentu. Namaściłem czoło chłopca i miałem zadać sakramentalne pytanie poprzedzające chrzest wodą, jakie wybrali dziecku imiona. Wtedy po raz pierwszy „strzelił” flesz aparatu. Tuż potem zadzwonił telefon komórkowy reportera i wszyscy dowiedzieliśmy się o śmierci Ojca Świętego. Powiedziałem, że odszedł, jak Chrystus o trzeciej godzinie. Wszyscy byli poruszeni, jednak chrzest trzeba było kontynuować. Zapytałem o imiona, jakie rodzice chcą nadać synowi i wtedy padło: „Jan Karol”. Przyznam, że zrobiło to na mnie mocne wrażenie. Myślę, że tę chwilę zapamiętali wszyscy obecni. W tym momencie dźwięk imienia danego na chrzcie św. Janowi Pawłowi II i jego imienia pontyfikalnego był czymś dojmująco niezwykłym. Karawajowie mówili, że to nie była decyzja chwili, że z tymi imionami już przyszli, a przy ich wyborze myśleli tylko o papieżu. O tym, że jestem z Wadowic i byłem ministrantem w tym samym kościele co Karol Wojtyła, nie wiedzieli.

KAI: Jak obecnie interpretuje sobie Ksiądz to wydarzenie sprzed 15 lat?

- Najprościej byłoby, a tak sugerowały nowojorskie media, które się do mnie zbiegły, gdy się dowiedziały o śmierci papieża, powiedzieć, że to jakaś nadprzyrodzona koincydencja. Że być może otrzymałem w godzinie przejścia Jana Pawła II do nowego życia, jakiś przekaz lub że to może być przekaz dla małego Jana Karola. Zaś dziennikarz też nie znalazł się przy tym przypadkowo, a po to, aby dać świadectwo temu, co zobaczył i to opisać. Jednak wolę się nie domyślać ani treści, ani sensu, ani nawet utrzymywać w świadomości myśli, że to był jakiś znak, powiedzmy ostatnie skrzyżowanie naszych - wychodzących z Wadowic – dróg. Zresztą, dlaczego sam nie podejmie pan wysiłku interpretacji? Przecież to pan był tym dziennikarzem, który towarzyszył zdarzeniu, o jakim mowa.

2020-11-18 17:11

Ocena: +3 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

XII Dzień Papieski w Górach

Niedziela przemyska 40/2012

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

pielgrzymka

Archiwum

Jesienna aura nie przeszkadza modlitwie na szlaku

Jesienna aura nie przeszkadza modlitwie na szlaku
Hasło tegorocznego Dnia Papieskiego: „Jan Paweł II - Papież Rodziny” chyba najlepiej odzwierciedla priorytet jego pontyfikatu. Nie ulega wątpliwości, że był on Papieżem rodzin. To on przyjął zasadę, że rodzina jest drogą Kościoła. Żaden z następców św. Piotra nie poświęcił tak dużej części swego nauczania problematyce rodziny. Zbliżający się Dzień Papieski każe nam przyswajać sobie jego nauczanie o rodzinie oraz za jego wzorem troszczyć się o dobro rodzin. Bł. Jan Paweł II na temat rodziny wypowiadał się bardzo często. Starał się ukazać pełną o niej prawdę. Uczył, że „rodzina bierze początek w miłości, jaką Stwórca ogarnia stworzony świat” („List do rodzin”, nr 2) oraz do miłości jest powołana. Stanowi bowiem komunię osób: „W małżeństwie i rodzinie wytwarza się cały zespół międzyosobowych odniesień: oblubieńczość, ojcostwo-macierzyństwo, synostwo, braterstwo. (…) Pierwszym jej zadaniem jest wierne przeżywanie rzeczywistości komunii na rzecz rozwijania prawdziwej wspólnoty osób. Wewnętrzną zasadą, trwałą mocą i celem ostatecznym tego zadania jest miłość”. Zatem „istota i zadania rodziny są ostatecznie określone przez miłość” (adh. „Familiaris consortio” [FC], nr 15, 18, 17). W społecznym nauczaniu bł. Jana Pawła II rodzina jest traktowana jako pierwsza, naturalna, żywa komórka społeczna, stanowiąca fundament wszystkich społeczeństw i całej ludzkości. Jest ona pierwszym miejscem humanizacji osoby i społeczeństwa. Tworzy naturalne środowisko urzeczywistniania się człowieka jako osoby. Znaczenie rodziny dla prawidłowego rozwoju osobowego jednostki ludzkiej bł. Jan Paweł II docenia do tego stopnia, iż stwierdza, że „człowiek nie ma innej drogi do człowieczeństwa, jak tylko przez rodzinę” (homilia, 12.10.1980). Rodzina również „stanowi kolebkę i najskuteczniejsze narzędzie humanizacji i personalizacji społeczeństwa: współpracuje w pełni w sposób tylko sobie właściwy w budowaniu świata, czyniąc życie naprawdę ludzkim, zwłaszcza przez to, że strzeże, zachowuje i przekazuje cnoty oraz wartości” (FC, nr 43). Rodzina chrześcijańska stanowi też podstawową, trwałą i żywą wspólnotę Kościoła. Jest ona „do tego stopnia wpisana w tajemnicę Kościoła, że staje się, na swój sposób, uczestnikiem zbawczego posłannictwa samego Kościoła” (FC, nr 49). Bł. Jan Paweł II szeroko omawia potrójną funkcję zbawczą rodziny. Jest ona wspólnotą wierzącą i ewangelizującą, gdyż zachowuje i przekazuje wiarę, a zarazem żyje tą wiarą na co dzień. Jest następnie wspólnotą dialogu z Bogiem, ponieważ ze względu na sakramentalny charakter małżeństwa oraz kult, jaki ma miejsce w rodzinie, staje się ona środkiem wzajemnego uświęcania jej członków i ośrodkiem kultu Bożego. Jest wreszcie wspólnotą w służbie człowieka, gdyż stanowi miejsce, w którym człowiek uczy się dostrzegać w bliźnim Boga, i uzdalnia do podejmowania ofiar w służbie bliźniemu (FC, nr 51-64). Bł. Jan Paweł II nie tylko uczył o rodzinie, ale także troszczył się o dobro rodzin. Przestrzegał przed niebezpieczeństwami zagrażającymi rodzinom, wskazując jednocześnie drogi do ich przezwyciężenia. Z własnej inicjatywy utworzył Papieską Radę ds. Rodzin, zwołał synod biskupów poświęcony rodzinie, ogłosił Rok Rodziny, wydał wiele dokumentów o rodzinie, w program swych apostolskich pielgrzymek miał na stałe wpisane spotkania z rodzinami. Warto w związku z tegorocznym Dniem Papieskim zadumać się nad Bożym zamysłem względem każdej rodziny, pochylić się w geście pomocy rodzinom żyjącym w ubóstwie czy zdemoralizowanym, okazać zainteresowanie i serce dzieciom ulicy. Pożądane byłoby również włączanie się w powstające oddolnie ruchy czy stowarzyszenia mające na celu promocję, obronę i pomoc rodzinom. Organizatorzy Dnia Papieskiego w skali ogólnopolskiej i regionalnej zapewne wysuną różne propozycje i przygotują niezbędne materiały. Także Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia” zorganizuje odpowiedni program i zbiórkę pieniężną na stypendia dla zdolnych uczniów z ubogich rodzin. W Dniu Papieskim nie może zabraknąć modlitwy w intencji rodzin, zwłaszcza przeżywających trudności. Obok duszpasterzy parafialnych na taką wspólnotową modlitwę zaprasza także Duszpasterstwo Turystyczne Archidiecezji Przemyskiej, które dla miłośników gór organizuje obchód Dnia Papieskiego w głębi Bieszczad. Będzie to również tradycyjne pożegnanie gór, czyli modlitewne zakończenie letniego sezonu turystycznego. Modlić się będziemy w przepięknej scenerii. Dzień Papieski przypada bowiem na okres zenitu złotej jesieni. Wprawdzie bogactwo bieszczadzkiej przyrody znakomicie prezentują wszystkie pory roku, ale nie da się zaprzeczyć, że w jesieni jest tam najpiękniej. Zapach dojrzałych traw i ziół oraz błyszczące kolorami lasy zachwycą każdego, kto tam się znajdzie. Program Dnia Papieskiego: w niedzielę, 14 października, przyjazd przed godz. 10 do miejscowości Przysłup, oddalonej ok. 8 km na południe od Cisnej. Tam o godz. 10 w kościele filialnym będziemy uczestniczyć we Mszy św., a po jej zakończeniu wyjdziemy na szlak prowadzący na Wielkie Jasło, ewentualnie także na Okrąglik w paśmie granicznym. W czasie wspinaczki na szczyt będziemy odprawiać nabożeństwo Drogi Krzyżowej według tekstu ułożonego przez bł. Jana Pawła II. Na szczycie lub w innym dogodnym miejscu zatrzymamy się dłużej. Będzie modlitwa Anioł Pański, śpiew piosenki „Barka” i innych, ulubionych przez Papieża piosenek. Jeśli pogoda będzie sprzyjająca, posłuchamy także wybranych fragmentów „Listu Jana Pawła II do rodzin”. Ze szczytu wrócimy do Przysłupa, gdzie nastąpi zakończenie spotkania. Duszpasterstwo turystyczne zaprasza na 14 października w Bieszczady wszystkich miłośników gór. Dojazd do Przysłupa i powrót przy większej liczbie zgłoszeń - zbiorowo wynajętym autokarem, a w przypadku niewielu zgłoszeń - indywidualnie. Zgłoszenia na wyjazd zbiorowy będą przyjmowane w kilku ośrodkach miejskich archidiecezji do 8 października br. Tam też zostaną podstawione autokary lub busy (stosownie do liczby zgłoszeń). Zgłoszenia przyjmuje: w Przemyślu ks. Kazimierz Bełch, ul. Zamkowa 5 (Seminarium Duchowne), tel. (16) 678 80 26, tel. kom. 604 269 761; w Jarosławiu ks. Bogdan Czerwiński, pl. Ks. Skargi 2, tel. (16) 621 24 60; w Przeworsku ks. Stanisław Mazur, ul. Kościelna 7, tel. (16) 648 70 54; w Krośnie ks. Wojciech Matwiej, ul. Kard. Wyszyńskiego 30, tel. kom. 600 404 633; w Sanoku ks. Jacek Michno, ul. Zagrody 10, tel. kom. 782 033 042. Turyści przyjeżdżający do Przysłupa powinni wziąć z sobą odpowiednie obuwie i ubiór oraz zabezpieczenie od wiatru i deszczu (w górach może być już zimno). Trzeba też we własnym zakresie zatroszczyć się o wyżywienie i napój.
CZYTAJ DALEJ

Rekolekcje Papieża: O Bożej pomocy, gdy wali się nam świat

2026-02-23 18:12

[ TEMATY ]

Bp Erik Varden

Papież Leon XIV

Vatican Media

W trzeciej nauce rekolekcji wielkopostnych dla Ojca Świętego i Kurii Rzymskiej bp Erik Varden mówi o Bożej pomocy. Co z sytuacjami, gdy ludzie bojący się Boga wołają do nieba i nie otrzymują żadnej dostrzegalnej odpowiedzi, słysząc jedynie pusty pogłos własnego głosu? – pyta. Bóg może sprawić, że wyłoni się nowy świat, gdy zburzy mury, które braliśmy za cały świat — mury, w których w rzeczywistości się dusiliśmy.

CZYTAJ DALEJ

Bp Heiner Wilmer nowym przewodniczącym Konferencji Episkopatu Niemiec

2026-02-24 18:15

[ TEMATY ]

Bp Heiner Wilmer

Deutsche Bischofskonferenz

Niemieccy biskupi mają nowego przewodniczącego. Został nim Heiner Wilmer SCJ, biskup diecezji Hildesheim, wybrany przez Konferencję Niemieckiego Episkopatu na trwającej właśnie w Würzburgu wiosennej sesji plenarnej. Przez ostatnie pięć lat przewodniczącym niemieckiego episkopatu był bp Georg Bätzing.

Bp Heiner Wilmer ma prawie 65 lat i pochodzi z północnych Niemiec. W wieku 19 lat wstąpił do Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego, czyli sercanów. Od 2007 do 2015 roku był niemieckim prowincjałem, a następne pięć lat przełożonym generalnym tego zgromadzenia. Heiner Wilmer studiował teologię i romanistykę we Freiburgu, Paryżu i Rzymie, uzyskując doktorat z teologii a przez rok pracował także jako nauczyciel niemieckiego i historii w Jesuit High School w Nowym Jorku.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję