Po raz pierwszy w historii UE stworzyła linię budżetową ds. zmiany nastrojów politycznych w państwach członkowskich. Punkt zwrotny w UE zbiega się z początkiem wieloletnich ram finansowych na lata 2021-27 i wprowadzeniem programu CERV (Obywatele, Równość, Prawa i Wartości), wspieranego przez programy takie jak „Horyzont Europa” i „Kreatywna Europa”. Jest to program, na który przeznaczono ponad 2 mld euro, czyli kilkaset milionów euro rocznie na tzw. społeczeństwo obywatelskie. Należy odczytywać to jako unijną propagandę, czyli promocję „europejskich wartości”, a jednocześnie zwalczanie eurosceptyków oraz tłumienie suwerennych nastrojów w poszczególnych państwach członkowskich. – Okazuje się, że są specjalne fundusze na odsuwanie od władzy nieposłusznych wobec UE rządów, które były przekazywane dla organizacji pozarządowych i mediów, by budowały w społeczeństwie atmosferę poparcia dla zmiany władzy w Polsce. Mieliśmy więc ingerencję zewnętrzną w wybory w naszym kraju – tłumaczy Marcin Palade, socjolog polityki, ekspert ds. geografii wyborczej.
„Obrona demokracji”
Reklama
Najwięcej środków w ramach tych programów popłynęło do Europy Środkowej, by wpływać na przebieg wyborów. – W Polsce i na Węgrzech, czyli dwóch krajach o największych napięciach z Brukselą, od 2021 r. w ramach programu CERV przekazano po ok. 40 mln euro. W swoim raporcie cytuję również prezesa polskiej organizacji pozarządowej, Fundacji Res Publica, który wyraźnie przyznał, że prowadzone prace – również wspierane ze środków unijnych – przyczyniły się do zmiany rządu w Warszawie w 2023 r. Nie jest to zatem moja interpretacja, a jedynie stwierdzenie – mówi w wywiadzie dla Berliner Zeitung Thomas Fazi, włoski dziennikarz i analityk unijnej polityki.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Jest on autorem głośnego raportu The EU’s propaganda machine (Maszyna propagandowa UE), w którym czarno na białym wskazuje, jak Bruksela wydaje miliardy na promowanie swojej polityki centralistycznej oraz zwalczanie jej krytyków. Pieniądze płyną tylko do tych środowisk, które nie mają swojego odrębnego zdania. Przekazanie 40 mln euro do Polski oznacza, że polityczne frakcje proeuropejskie zostały zasilone kwotą ponad 200 mln zł, czyli znacznie większą niż mają do dyspozycji największe partie polityczne nad Wisłą. Co ciekawe, ingerencja wyborcza, a więc zwalczanie demokracji i pluralistycznej debaty, jest w unijnych dokumentach nazywana „obroną demokracji”.
Obalenie rządu
Raport Thomasa Faziego analizuje przepływ środków do organizacji pozarządowych, których wcześniej nikt nie badał systematycznie i ilościowo. Aby to zrekonstruować, oparł się na oficjalnych danych Komisji Europejskiej. – Są to informacje publiczne, ale rozproszone w licznych bazach danych i niezwykle złożone w swojej strukturze, co utrudnia dostęp do nich, mimo zapewnień o przejrzystości. Łącząc te źródła, udało mi się zmapować znaczną część systemu, który obejmuje dziesiątki tysięcy finansowanych projektów – wyjaśnia włoski analityk.
Europejskie fundusze będą wpływać na procesy wyborcze w ramach wieloletnich ram finansowych UE do końca 2027 r., a więc mogą być wykorzystane w przyszłorocznych wyborach w Polsce. Czy jest szansa, że po 2028 r. Bruksela przestanie ingerować w procesy demokratyczne? Niestety, nic na to nie wskazuje, bo projekt wieloletnich ram finansowych na lata 2028-34 przewiduje znaczny wzrost takiego finansowania. Nowy program AgoraEU zwiększy całkowity budżet z 2 mld euro do ponad 8,5 mld.
Rząd Zjednoczonej Prawicy w wielu sprawach nie zgadzał się na ingerencję Komisji Europejskiej w wewnętrzne sprawy Polski. W zamian spotkał się karami w postaci zablokowania unijnych środków w ramach KPO. Komisja Europejska karała więc demokratycznie wybrany rząd w Warszawie i jednocześnie finansowo wspierała jego opozycję. Polityką „kija i marchewki” zmieniane są rządy na takie, które będą uległe wobec centralistycznej polityki Brukseli.





