Kiedy 20 lipca premierem Wielkiej Brytanii został Andy Burnham – pierwszy praktykujący katolik na tym stanowisku w kraju oficjalnie protestanckim – pojawiły się nadzieje, że jego katolickie wychowanie wpłynie na styl sprawowania przez niego władzy, choćby przez rozumienie znaczenia wartości chrześcijańskich w życiu publicznym. Istnieją jednak obawy, że Burnham będzie poddawany nieustannym naciskom, by porzucił swoje katolickie korzenie i dostosował się do liberalnych i świeckich preferencji brytyjskich elit rządzących.
Nowe otwarcie
Burnham – były minister i burmistrz Manchesteru – tuż po zwycięstwie w wyborach uzupełniających w okręgu Makerfield nalegał w parlamencie, by podczas składania ślubowania poselskiego przysięgać na Biblię.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Swoje poglądy określa mianem „socjalizm aspiracji” – terminem budzącym w Wielkiej Brytanii pozytywne skojarzenia – i zdecydowanie broni finansowanych przez państwo usług w zakresie ochrony zdrowia, edukacji, opieki społecznej oraz mieszkalnictwa, sprzeciwiając się interwencjom zagranicznym. Stanowczo jednak popiera NATO. W swoich pierwszych wystąpieniach Burnham zapowiadał też rewitalizację i reindustrializację kraju oraz zwiększenie udziału sektora publicznego w kluczowych usługach komunalnych, co ma stanowić element „przywracania równowagi sił”. Zobowiązał się też do „przywrócenia nadziei” przez uczynienie „troski o ludzi” fundamentem swoich rządów.
Nadzieje i niepokoje
Reklama
Wielu liczy na to, że Burnham zajmie się głęboko zakorzenionymi problemami i zdoła przełamać marazm oraz poczucie apatii dotykające życie publiczne w kraju.
Zwierzchnicy Kościoła Katolickiego i Kościoła anglikańskiego, abp Richard Moth oraz abp Sarah Mullally, zadeklarowali modlitwę i gotowość współpracy z nim na rzecz dobra wspólnego. Podobne stanowisko zajęły rozmaite organizacje religijne – od ekumenicznej grupy „Christians on the Left” (Chrześcijanie na Lewicy) po katolicką organizację Jesuit Refugee Service.
Burnham nie jest pierwszym katolickim szefem rządu. Premier z ramienia Partii Konserwatywnej, Boris Johnson, który w 2022 r. ustąpił ze stanowiska w niesławie, również został ochrzczony w Kościele Katolickim. Johnson wychował się jednak w tradycji protestanckiej i nie praktykował żadnej religii. Z kolei Andy Burnham wychował się i kształcił w duchu katolickim; służył do Mszy św., a później posyłał własne dzieci do szkół katolickich. Z sympatią wypowiadał się o Kościele, a niektórzy komentatorzy dopatrują się katolickich zasad pomocniczości, solidarności i dobra wspólnego w jego koncepcji politycznej, określanej mianem „manchesteryzmu”. W praktyce jednak Burnham rzadko uczestniczył we Mszy św., a w kwestii swoich osobistych przekonań religijnych wysyłał niejednoznaczne sygnały. Stwierdził np., że katolicka nauka społeczna stanowi „fundament” jego działalności politycznej, a jednocześnie przyznał, że „wielokrotnie popadał w konflikty z Kościołem Katolickim” i „nie jest osobą szczególnie religijną”.
Reklama
W ubiegłym roku w londyńskim Instytucie Theos odwołał się do katolickiej nauki społecznej i zobowiązał się do promowania „zaufania, wspólnoty, wiary i przekonań”, określił też spotkanie z papieżem Franciszkiem w 2023 r. mianem największego przywileju w swoim życiu. Jednocześnie konsekwentnie zajmuje liberalne stanowisko w kwestiach aborcji, wspomaganego samobójstwa, edukacji seksualnej oraz praw osób transpłciowych, a niegdyś wzywał papieża do „wprowadzenia Kościoła w XXI wiek” w kwestii uznania związków osób tej samej płci za małżeństwa. Nic dziwnego, że postawa ta wzbudziła sceptycyzm wśród części brytyjskich katolików. Timothy Guile ze stowarzyszenia Catholic History Association, wyraża wątpliwość, czy Burnham wyjdzie poza tzw. „katolicyzm kulturowy”.
Realia
Jako katolik będzie on konstytucyjnie wykluczony z udziału w procesie obsadzania stanowisk w oficjalnym Kościele Anglii i będzie musiał postępować ostrożnie, mierząc się ze wciąż żywymi na Wyspach stereotypami i uprzedzeniami wobec katolików. W tym kraju katolicy uzyskali prawo do obejmowania urzędów publicznych i studiowania na uniwersytetach dopiero w XIX wieku.
– Nasi biskupi nie będą mieli wpływu na Burnhama w kwestiach moralnych i etycznych, więc dopiero okaże się, jak daleko w jego przypadku sięgać będzie katolicyzm – stwierdził Guile.
Inni jednak nie tracą nadziei. W składzie ogłoszonego pod koniec lipca gabinetu Burnhama znajduje się kilku znaczących chrześcijan, w tym minister obrony Wes Streeting oraz minister biznesu Jonathan Reynolds, a nowy premier zobowiązał się do tego, by głos wspólnot religijnych był słyszalny w samorządzie i procesie kształtowania polityki.
Organizacje kościelne już potraktowały jego słowa poważnie i zasypują go apelami o przestrzeganie zasad chrześcijańskich w takich dziedzinach jak kwestie azylu i imigracji, polityki klimatycznej czy walka z ubóstwem.
Autentyczny i skuteczny
Biskup Brian McGee z diecezji Argyll i Wysp, wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Szkocji, uważa, że byłoby wielką szkodą, gdyby polityk tak głęboko zakorzeniony w katolicyzmie uległ świeckim założeniom brytyjskiej klasy politycznej. Jego zdaniem, opinia publiczna – zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w całej Europie, oczekuje obecnie polityków, którzy potrafią jasno wyrażać swoje poglądy oraz bronić ich w życiu publicznym.
Chrześcijaństwo pozostaje zdecydowanie największą religią w Wielkiej Brytanii, dlatego dla poważnych polityków zrozumienie jego nauczania jest kluczowe. – Wielu ludzi tutaj nie darzy Kościoła sympatią i nie chce obecności religii w sferze publicznej, a wszyscy politycy mierzą się ze złożonymi wyzwaniami i muszą iść na kompromisy – wyjaśnił bp McGee. – Jeśli jednak pewne kwestie są dla nich naprawdę istotne, powinni być gotowi przy nich trwać. Ludzie szanują tych, którzy wykazują się uczciwością moralną, nawet jeśli się z nimi nie zgadzają – podkreślił.
Autor jest korespondentem brytyjskiego tygodnika katolickiego The Tablet oraz współpracownikiem Catholic News Service w Waszyngtonie.





