W Zielonej Górze 1 marca odbyły się obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Mszy św. zielonogórskiej konkatedrze przewodniczył biskup senior Paweł Socha. W homilii przypomniał, że dzień ten został ustanowiony w 2011 r. uchwałą Sejmu Rzeczypospolitej jako upamętnienie czci należnej bohaterom walki o wolność: – Zostali przez ówczesny system komunistyczny w podwójny sposób unicestwieni: zabici najpierw fizycznie, a potem także przez pamięć, której nie wolno było utrzymywać na ich temat – mówił bp Socha. – Byli żołnierzami polskiego podziemia niepodległościowego, antykomunistycznego, stawiającego opór sowietyzacji Polski i podporządkowania jej Związkowi Radzieckiemu. Musieli zmierzyć się z wymierzoną w nich propagandą Polski Ludowej, która nazywała ich bandytami reakcyjnego podziemia. Osoby działające w antykomunistycznych organizacjach i oddziałach zbrojnych, które znalazły się w kartotekach aparatu bezpieczeństwa, określono jako wrogów ludu – kontynuował.
Oficjalna część obchodów, z udziałem władz miejskich i samorządowych, służb mundurowych i harcerzy, odbyła się na placu mjr. Adama Lazarowicza, gdzie zaśpiewano m.in. hymn państwowy i uroczyście podniesiono flagę państwową.
– Kiedy zastanawiamy się nad sensem Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, najważniejszą sprawą jest to, że wreszcie nie kwestionuje się faktu ich istnienia – zauważa historyk Marek Budniak. – Zrozumieliśmy logikę walki, którą prowadzili w imię obrony Ojczyzny, umiłowania praw Bożych, sprawiedliwości i posłuszeństwa („wojna sprawiedliwa”). O tym, że nie byli bandytami, świadczą tablice i pomniki, które odsłoniliśmy w tysiącach miast, miasteczek i wioskach. W ten symboliczny sposób spłacamy wobec nich nasz dług – grzech zaniedbania – że zgodziliśmy się na to, iż wyklęto ich i przez ponad pół wieku nie istnieli – zauważa historyk i dodaje: – 1 marca ludzie modlą się, zapalają znicze, składają kwiaty – czczą bohaterów – głośno wypowiadając ich imiona, dziękując im i przepraszając, że tak długo musieli czekać na przywrócenie dobrego imienia. Utożsamiamy się także z brakiem zgody na zło komunistycznego zniewolenia, które oni wyrazili w walce. Myślę, że już na zawsze zapisał się w świadomości ich heroizm – wtedy, kiedy podejmowali walkę, zwycięstwo wydawało się nierealne, w imię prawdy gotowi byli na wszystko. Na szczęście lata totalnej narodowej niepamięci minęły – podkreśla Marek Budniak. Historyk zauważa, że podziemie antykomunistyczne na tzw. Ziemiach Odzyskanych miało swoją specyfikę, ponieważ często tworzyli ją żołnierze, którzy wcześniej podjęli walkę na innych terenach Polski, przybyli tu, aby ją kontynuować w warunkach, które okazały się dużo trudniejsze. – Chcieli mieć nowy dom nad Odrą, rodzinny im spalono, byli wygnańcami – jednak władza komunistyczna nie dała im spokoju, jednym wyjściem było podjęcie ponownej walki. Myślę, że najbardziej reprezentatywnym przykładem będą dzieje oddziału AK z Białej Podlaskiej, który w 1945 r. został przerzucony na teren pow. Międzyrzecz i działał pod nazwą Polski Związek Wojskowy – kończy historyk.
Pomóż w rozwoju naszego portalu




