Margita Kotas: Wokół kobiecości przez wieki narosło wiele mitów i stereotypów. Czym zatem dzisiaj jest kobiecość? A może raczej powinnam zapytać, używając viralowego określenia – czym jest ta nieustannie dziś przywoływana kobieca energia?
Dorota Piechowiak: Kobiecość, a może bardziej jej utrata – to pierwsza myśl, która mi przyszła do głowy. Może dlatego, że na co dzień spotykam się z kobietami, które leczą się onkologicznie i boją się, że na skutek choroby i leczenia stracą swoją kobiecość, jej atrybuty: pierś, włosy itp. Ale to inny temat.
Reklama
Kobiecość jest jednak bardziej złożona. To połączenie piękna, delikatności i czułości z energią, siłą i wyborem. Taka jest kobieta naszych czasów. Nie ogranicza się tylko do fizyczności, owszem, coraz bardziej dba o siebie, co też dodaje jej sił i pewności. Nie ogranicza się tylko do odgrywania kobiecej roli matki, gospodyni domowej – jest wykształcona, ambitna, samodzielna. Nie traci przez to swojej kobiecości. Uważam, że to ją tylko wzmacnia. Jest w dobrej relacji ze sobą. Tego piękna, o którym wspomniałam, bardzo często nie widzi. Każda z nas, gdy spojrzy w lusterko (niezależnie od wieku), zobaczy coś, co się jej nie podoba. A chodzi właśnie o to, by zauważyć w sobie to coś, co pomaga nam się do siebie uśmiechnąć. Akceptacja? Tak. To daje nam siłę i energię. Stajemy się asertywne, potrafimy stawiać granice, realizujemy się zawodowo i spełniamy swoje marzenia. Taka jest dzisiejsza kobiecość.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Czy dzisiejsza 20-, 30-letnia kobieta różni się mentalnie od tej urodzonej np. w latach 60. ubiegłego wieku?
Pewnie tak. Zawsze mówiło się o młodym pokoleniu, że różni się od nas, że jest trudne. Tak mówiły nasze babcie, prababcie, tak twierdzimy i my. Mówimy też, że każdy wiek ma swoje prawa i że „ja w twoim wieku”... Nie dziwmy się więc młodym kobietom. One tak jak my w ich wieku chcą być piękne, mądre, samodzielne i pragną miłości. Czy my, mając lat prawie 60, chcemy czegoś innego? Może jeszcze zdrowia i spokoju, bo o tym, w wieku lat 20 się nie myśli.
A jednak bije się na alarm, dostrzegając kryzys macierzyństwa. Czy młode kobiety nie chcą być matkami?
Reklama
Chcą, tylko często myślą: może jeszcze nie teraz. Od razu przypomina mi się moja historia. 34 lata temu, gdy miałam 25 lat, urodziłam moją córkę, w Rzymie. Byłam wtedy najmłodszą matką na oddziale. Wszystkie rodzące pierwsze dziecko Włoszki były starsze, miały ok. 30 lat. Trzy lata później urodziłam syna i wtedy byłam już w wieku zbliżonym do nich. Zastanawialiśmy się wówczas, dlaczego Włoszki tak późno decydują się na macierzyństwo. One miały już wszystko: wykształcenie, pracę, mieszkanie. W Polsce w tamtych czasach, mając 25 lat, byłam już „stara” na pierwsze dziecko. Teraz u nas kobiety też mają chyba inne priorytety. Decydują się na dziecko bardzo często po trzydziestce. Czy to dobrze? Wiem, że to temat bardzo drażliwy, bo nie wszystkie możemy i nie wszystkie chcemy być mamami.
A jeśli już nimi jesteśmy, jak pogodzić ambicje zawodowe z życiem rodzinnym? Czy możliwe jest, by kobieta spełniała się zawodowo, nie zaniedbując jednocześnie bliskich?
Oczywiście, że to jest możliwe. Na przestrzeni lat zmieniła się rola kobiety z wychowującej dzieci, prowadzącej dom, posłusznej mężowi na tę potrafiącą pogodzić to wszystko ze swoją karierą zawodową. To kwestia zarządzania czasem i priorytetami. Wiedzą o tym kobiety pracujące, które po pracy znajdują czas na dom, męża, dzieci, gotowanie, pranie, sprzątanie i nawet na swoje przyjemności. Znam jednak też kobiety, które nie pracują, bo zajmują się domem, i nie potrafią tego czasu znaleźć. Każda z nas ma wybór. Ocenią to pewnie nasi bliscy.
Skoro mówisz o ocenianiu. Starsze czy młodsze – nie mamy łatwo. Wymagań wobec nas jest wiele. Musimy być ładne, zadbane, zawsze uśmiechnięte, a jednocześnie silne, zaradne, najlepiej samowystarczalne – niczym stalowe magnolie...
Reklama
Nie musimy, tylko możemy, a tak naprawdę to chcemy takie być. Nie musimy wybierać między kobiecością a byciem silną. Myślę, że w obecnych czasach świetnie to łączymy. Sądzę też, że zmienia się to z wiekiem. Przynajmniej u mnie, i nie ukrywam, że podoba mi się, iż taka właśnie się stałam. Delikatna i silna jednocześnie. Jak to często powtarzamy – że ja już nic nie muszę, ewentualnie mogę. Zdaję sobie sprawę, że nie każda kobieta myśli w ten sposób. Ja to polecam, bo z takim myśleniem żyje się o wiele lepiej :-).
Zatem to, że jesteśmy coraz silniejsze, nie ulega już dyskusji. Zastanawiam się jednak, czy stajemy się takie z konieczności, bo mężczyźni nie odgrywają dostatecznie dobrze swojej roli, czy może z chęci współzawodnictwa a nawet dominacji nad mężczyznami i ich światem?
Chyba zawsze byłyśmy silne, tylko tego nie pokazywałyśmy tak, jak w obecnych czasach. Określenie „słaba płeć” to stereotyp. Obalamy go skutecznie, bo jesteśmy przecież mądre, wykształcone, wytrwałe i odporne. Nie chodzi tutaj o dominację nad mężczyznami. Po prostu zmieniają się czasy, a my w nich radzimy sobie coraz lepiej.
Dorota Piechowiak psychoonkolog, prezes Stowarzyszenia Kobiet do Walki z Rakiem Piersi Europa Donna w Pile, prezes Polskiego Forum Europejskiej Koalicji do Walki z Rakiem Piersi Europa Donna, prezes Fundacji Spokojna




